Cześć! Jak już pisałam w poprzednim poście jestem maturzystką.
JAK WYGLĄDAŁA MOJA MATURA?
Pisałam maturę (oprócz z tych obowiązkowych przedmiotów) z angielskiego i geografii (na poziomie rozszerzonym). Pewnie jesteście ciekawi, czy jestem zadowolona ze swoich wyników... Powiem szczerze, jestem średnio zadowolona. Oczywiście, jestem z siebie dumna, że zdałam. Ale fakt zdania, a osiągnięcia dobrych wyników, jest inną sprawą. Jednak z perspektywy czasu, myślę sobie, że dokonałam dużej sztuki. W końcu zdałam matematykę! JA?! Cieszyłam się, chyba jak nigdy w życiu! Poczułam się spełniona i nawet pojawił się problem "kurcze, jaka ja sukienkę założę, jak pójdę po odbiór świadectwa dojrzałości?". Nic nie miałam naszykowanego, bo naprawdę nie sądziłam, że zdam. Jedyną rzeczą, z której 'coś" wyniosłam, jeśli chodzi o matematykę, były korepetycje. Dlatego radość była wielka!
Jeśli chodzi o polski... Wydaje mi się, że wynik jest dosyć dobry, ale nie powalający. Uzyskałam 68%. Dlaczego? Ano dlatego, iż popełniłam błąd rzeczowy w wypracowaniu. Nie powiem nawet jaki to błąd, bo wstyd jak nie wiem. Pomyliłam autora, znaczy nie pomyliłam, bo świadomie na pewno tego nie napisałam. Zamknęłam drzwi, i po prostu, najzwyczajniej się popłakałam. Bo dotarło do mnie, co napisałam. Nie wiem, czemu tak się stało. Zapewne ze stresu. Na początku byłam tak sparaliżowana, że tekst na rozumienie wydawał mi sie bardzo trudny.. w efekcie wg moich obliczeń uzyskałam z niego około 75%. Dlatego, gdyby komisja nie odjęła mi punktów za głupi błąd rzeczowy, to miałabym na pewno powyżej 80%.

Jeśli chodzi o angielski, to wiedziałam, że z niego napiszę najlepiej. Uzyskałam 75%. To i dobrze, i słabo. Mam takiego pecha, jeśli chodzi o ten język. Na próbnych maturach, jak i na tej oficjalnej coś mi nie wychodziło. W szkole miałam 4 i 5, czytanki na podstawę miałam wszystkie dobrze, ale może już nie warto rozpamiętywać. Było i minęło! Ważne, że zdane! A, jak tak sobie myślę, to pewnie niejeden maturzysta chciałby mieć na świadectwie wynik 75%.
Jestem zadowolona, że zdałam dwa rozszerzenia. Co prawda ledwo zdałam, ale i tak się cieszę. Bo jednak na studia było o wiele łatwiej się dostać, bez rozszerzenia z geografii nie miałabym czego szukać na Dziennikarstwie.
MOJE RADY DLA WAS:
1. Wierzcie w swoje siły! Nie stresujcie się, jeśli wiecie, że ten przedmiot jest Waszą mocną stroną!
2. Nie ulegajcie panice! Wielu z Was pewnie sobie myśli przed wejściem na salę "Boże, ja nic nie umiem!". (Tak było i ze mną. Ale mogę Wam powiedzieć, że nie warto tak się nakręcać. Przez to, przez 10 minut siedziałam i nie byłam w stanie skupić się nad żadnym zadaniem) Unikajcie tego.
3. Uważam, że jeśli powtarzanie materiału do ostatnich minut Was uspokoi, to możecie przynieść ze sobą książki. Ja powtarzałam z każdego przedmiotu do samego wejścia. Mnie to po prostu uspokajało i mniej się denerwowałam.
4. Jak boisz się ustnych matur (tak, jak ja), musisz nauczyć się na maksa. Musisz wiedzieć, że to umiesz. Pracowałeś na to cały rok, albo i dużej. Musisz mieć pewność siebie i staraj się nie zacinać na ustnym polskim. Opracuj wszystkie lektury, albo przynajmniej ich większość. Poćwicz troszkę zadania o języku i będzie dobrze! Ja wszystkie lektury miałam opanowane i dostałam 70%.
5. W trakcie matury z angielskiego staraj się być cały czas skoncentrowanym! Ja się strasznie zestresowałam, a dostałam 90%! Problemem był stres, były momenty, kiedy się zacięłam. W rozmowie wstępnej zamiast o urodzinach, mówiłam o śniadaniu! Co było efektem? Zdenerwowanie! Starajcie się tego unikać! Myślcie pozytywnie, choć wiem, że w takim momencie jest o to niezmiernie trudno!
Myślę, że te rady oraz moje doświadczenie w jakimś stopniu Wam pomogą! Piszcie, kiedy macie maturę! A może ten stres już za Wami? Jeśli tak, to gdzie idziecie na studia?
Pozdrawiam